Ski Team Partnerem wyprawy do Tadżykistanu

W: Aktualności w Ski Team Na: czwartek, lipiec 5, 2018 Komentarz: 0

Jacek i Michał Hugo Bader wyruszyli na swoją kolejną wyprawę rowerową - tym razem obrali kierunek na Tadżykistan. Będą jechać po jednej z najwyżej usytuowanych dróg świata - Pamir Highway. Ski Team został Partnerem tego wydarzenia oraz zaopatrzył reporterów-podróżników w niezbędny sprzęt. Zachęcamy do przeczytania wywiadu, jakiego udzielił na Jacek Hugo Bader tuż przed swoim wylotem do Duszanbe.

 

Na początku przypomnijmy, jakie wyprawy rowerowe ma Pan na swoim koncie.

Wyprawy rowerowe rozpocząłem w roku 1997 od wyprawy do Azji Środkowej, nazywanej również Centralną. Były to postradzieckie kraje, znajdujące się na południe od Rosji – Kazachstan, Kirgistan, Turkmenistan i Tadżykistan. Tadżykistan tylko musnąłem podczas tej wyprawy - północną jego część, która była jeszcze spokojna. Głównego celu, jakim było objechanie dookoła Pamir nie udało się zrobić, ponieważ wtedy trwała tam jeszcze wojna.  Bardzo krwawa i niebezpieczna wojna, w której zginęło ponad 100 000 ludzi.

 

Zdj. Archiwum własne Jacka Hugo Badera

Kolejną wyprawę miałem w 2002 roku do Mongolii na pustynię Gobi, z moim kumplem Marcinem Korzonkiem (przyp. red. 1113 km w 19 dni przez pustynię). Później była duża wyprawa do Chin i Tybetu – długa, dwumiesięczna (2005 rok). Tam już zabrałem swojego syna i tłumacza siłą rzeczy, bo jednak nie znam chińskiego, a to chodziło o to żeby mieć kontakt. Stamtąd powstało kilka tekstów do Gazety Wyborczej, które tworzyłem na miejscu. 

Co skłoniło Pana do tej wyprawy i co jest jej celem?

To był taki pomysł, żeby skończyć tą pierwszą wyprawę i zrobić to dokładnie tak samo, czyli na rowerze. Zrobię dokładnie tę samą trasę – 1500 km, które chciałem zrobić i mi się nie udało, tylko będę robił ją w odwrotnym kierunku niż wtedy. Wtedy chciałem zakończyć na Duszanbe, teraz tam rozpocznę. Jadę tam po to, żeby zdobyć materiał reporterski, a jeżeli przy okazji będzie to przygoda podróżnicza to bardzo fajnie.

Jaka jest trasa przejazdu?

01 lipca wylatujemy z Warszawy do Duszanbe. Stamtąd ruszamy legendarną drogą M41 przez Chorog do granicy Tadżykistanu z Kirgistanem. Później mamy zaplanowany Osz, jezioro Issyk Kul i na końcu Ałma-Aty (Kazachstan). Wyprawę planujemy zakończyć 4 sierpnia.

 

Zdj. www.wyborcza.pl/tadzykistan

Minimum tej wyprawy jest to, żebyśmy dojechali na rowerach z Duszanbe do granicy Tadżykistanu z Kirgistanem, na której skończyłem. Kolejnym minimum jest Osz w Kirgistanie – przejazd 200 km, a później chcemy dojechać do jeziora Issyk Kul również w Kirgistanie. Ostatni odcinek, najbardziej wątpliwy i trudny technicznie i logistycznie to będzie przeskoczenie znad jeziora do Ałma-Aty – jedyne 50 km, ale na przeszkodzie stoją góry Tienszan, gdzie trzeba przeskoczyć przez ich grzbiet główny bardzo wysoką przełęczą. Dodatkowo, jak rozpadł się Związek Radziecki powstała tam granica, a tam nie ma przejścia granicznego z Kazachstanem. Z Ałma-Aty mamy wylot do kraju. Nie chcemy nic robić na własną rękę, żeby nie mieć później problemów. Spróbujemy to załatwić, bo żeby objechać te góry do przejścia granicznego to jest aż 600 km i tego na pewno nie damy rady czasowo.

Ile w sumie kilometrów planujecie przejechać?

To będzie około 1500 km, nie będzie to jakiś rekordowy przejazd. Poprzednio w Azji Środkowej było to 3700 km. Teraz będą wysokie góry i ciągła jazda góra- dół oraz znaczące przewyższenia. Najwyższe góry, jakie miałem do tej pory na trasie były w masywie Tienszan (Kirgistan) – 3800 m. Teraz to będzie 1000 m więcej. Dziennie jechać będziemy kilka godzin, żeby był czas na porozmawianie z ludźmi, ugotowanie czegoś. Główną barierą będzie wytrzymałość człowieka.

Jak wyglądają przygotowania do takiej wyprawy? Czy są to specjalne treningi wytrzymałościowe czy zwykła codzienna jazda na rowerze?

To chyba taki ostatni zryw młodości! Teraz dużo jeździmy na rowerze, ile tylko możemy, a tak w ogóle przygotowuję się jak każdy świadomy człowiek. Moje ciało jest moim narzędziem pracy, ponieważ mam taki styl, żeby uprawiać ten zawód to muszę to ciało utrzymać, w jako takiej formie i dbam o to. Ćwiczę, biegam, jeżdżę na rowerze, biegam na nartach. Moja żona ma fazę na zdrowe odżywianie. Po prostu nie można zapuścić brzucha. Wszystko to robię przyjemnościowo, bez trenera. Każde wakacje są czynnie wymyślone – albo rower, albo narty biegowe.

Jakie znaczenie podczas wyprawy ma sprzęt, jaki ze sobą zabieracie – czy rowery są specjalnie przygotowane?

Miałem taki „dziki” pomysł, który Tomek (Tomasz Piątkowski prezes Ski Team Polska - przyp. red.) wybił mi z głowy, że przecież te rowery, na których ja byłem w Chinach, na pustyni Gobi i w Azji środkowej to są rowery, które dostałem od Ski Team i są to rowery, którym nic nie brakuje (Gary Fisher Tasajara). Jak były rowerami górskimi, tak ciągle nimi są i po 21 latach nadal się na nich jeździ. Tomek wytłumaczył mi jednak, że technologie poszły tak do przodu, że, pomimo, że jest to rower pracujący, to za dużo energii stracimy, żeby na nich pokonać tę trasę. Teraz dostaliśmy nowe rowery (Cube model Acid) i czuję, że zwyczajnie szybciej na nim jadę. I o to chodzi. Po co mam mieć trudniej, skoro mogę mieć łatwiej. Dalej dojadę, zużyję mniej energii, łatwiej podjadę na te ogromne wysokości. Trudnością tej wyprawy będą góry. Legendarna droga, po której będziemy jechali M41 „Pamir Highway” to jest druga droga na świecie pod względem jej średniej wysokości, zaraz po „Himalayan Highway”. Są tam przełęcze podchodzące pod 4800 m, więc tam będzie wchodziła już nawet w grę choroba wysokościowa.

 

Za każdym razem jak jedziemy musimy uwzględnić, jakie mamy potrzeby. Jak się jedzie do krajów gorących to podstawą sprawą są opony i dętki. Mitręgą było zawsze w tych gorących krajach ciągłe przebijanie się opon. Mnóstwo czasu i energii traciliśmy na zmianę. Szczęście, jak przednie koło się przebijało. Działo się to kilka razy dziennie. Teraz poprosiliśmy o opony, które będą możliwie odporne na przebijanie. Jedziemy po terenie, gdzie roślinność jest twarda i jak stalowe kolce wbija się podczas jazdy. Opony, które dostaliśmy są specjalnie wzmocnione kevlarem - materiałem, który stosuje się w kamizelkach kuloodpornych – zobaczymy. Są cięższe, ale coś za coś.

To ile kilogramów bagażu planujecie ze sobą zabrać.

Zwłaszcza w górach jest to niezwykle istotne i ważny jest każdy gram. Myślisz o każdych skarpetkach czy je zabrać i ich po prostu nie bierzesz. Rower musi być równomiernie obciążony, więc mamy sakwy na przód i tył, jak najmniej sprzętu biwakowego (namiot, kuchenka gazowa), jak najmniej ciuchów, komputer, sprzęt fotograficzny. Wszystko musi być przypięte do roweru, więc bardzo rozsądnie trzeba to rozplanować. Sakwy, na to namiot, na to plecak.

Czy macie podczas przejazdu jakiś suport, czy wszystko wieziecie na rowerach?

Nie mamy suportu nie mamy łączności satelitarnej. Można by było ją wziąć, ale to kolejne graty do zabrania ze sobą, pomnażanie kosztów i rzecz, o której musisz myśleć.  Nie można tylu urządzeń ze sobą wieźć. Jednak będziemy trzymać się drogi, rzadko uczęszczanej, ale raz dziennie ktoś nią przejedzie, ale to zawsze już jest coś. I też, co sto kilkadziesiąt kilometrów jakąś ludzką siedzibę mamy, na co bardzo liczę, bo i przenocować można u ludzi, pogadać, dowiedzieć się czegoś oraz być może jakiś ośrodek zdrowia będzie. Może też wtedy jakiś Internet będzie, ale jak nie ma prądu to chyba Internetu też nie będzie. Dobrze jest mieć takie zagadki, bo jak się wszystko wie, to, po co wyjeżdżać.

Czy zabieracie ze sobą specjalne jedzenie?

Tylko rezerwowo, żeby się nie obciążać. Będziemy trzymali się drogi podczas przejazdu, więc co sto kilkadziesiąt kilometrów będziemy mogli się zatrzymać i zaopatrzyć w żywność. Bierzemy kilka posiłków liofilizowanych, ale to, jako taka żelazna rezerwa. Oczywiście zabieramy ze sobą kuchenkę gazową, gaz i filtr do wody – podstawowa rzecz. Kiedyś czegoś takiego nie było i braliśmy pastylki, chemię do uzdatniania wody, która była chlorowana i paskudna do picia. Filtry to naprawdę genialna rzecz.

W górach Pamir lipiec jest najcieplejszym miesiącem, jak sobie z tym poradzicie?

Zgadza się, chociaż w nocy na tych wysokościach, na których będziemy są temperatury minusowe i padający śnieg. W dzień może być upalnie, ale umiarkowanie, właśnie ze względu na tę wysokość. I dobrze. 21 lat temu w tym rejonie świata przeżyłem najwyższą temperaturę, na pustyni Kara-kum (Turkmenistan) było to 49 stopni w cieniu!

Czy uważa Pan, że teraz 20 lat później na podobnym terenie wyprawa będzie łatwiejsza?

Z całą pewnością. My wieziemy ze sobą technologię, która nam ją ułatwi, a co tam zastaniemy to do końca nie wiem. 20 lat temu nie mieliśmy problemu z Internetem, bo go po prostu nie potrzebowaliśmy. Z komputerem jeżdżę od 2010 roku, żeby pisać bloga. Tutaj może być z tym dużo trudniej.

 

To była pierwsza część naszego wywiadu z Jackiem Hugo Baderem. Wkrótce zamieścimy dalszy ciąg. Zapraszamy również do śledzenia relacji z wyprawy na portalu www.wyborcza.pl/tadzykistan



Komentarze

Zostaw swój komentarz