Na wspomaganiu

W: Aktualności w Ski Team Na: czwartek, kwiecień 20, 2017 Komentarz: 0

Czyli słów kilka o rowerach hybrydowych

Im lepiej rozwinięta infrastruktura w danym kraju czy regionie, tym większa otwartość na rowerowe trendy. Przy czym nowoczesne rozwiązania to nie zawsze przejaw rowerowego szaleństwa – choć po trosze na pewno też. Chodzi przede wszystkim o maksymalny komfort jazdy i pragmatyzm.
W wielu europejskich krajach rosnącą popularnością cieszą się na przykład rowery elektryczne. Ba, w niektórych rejonach Niemiec, Norwegii czy Holandii rowery z napędem wspomagającym sprzedają się nawet lepiej niż wszystkie inne modele razem wzięte. Rowery elektryczne, czyli e-rowery, od zwykłych pojazdów jednośladowych na pozór różni niewiele, przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Różnica jest jednak zasadnicza, bo e-rowery są wyposażone w napęd elektryczny. Co nie oznacza, że niosą nas same. Napęd pełni raczej funkcję wspomagacza, wspierając nas tylko do określonej prędkości. Najpopularniejsze są pojazdy typu pedelec (ang. pedal electric cycle), które wspierają pracę n.g do momentu, gdy osiągniemy prędkość 25 km/h. Modele s-pedelec („s” bierze się od speedy) pozwalają rozpędzić się nawet do 45 km/h, więc w świetle prawa – na przykład w Polsce – są już traktowane jak skutery i należy je zarejestrować.

E-rowery od pojazdów bezsilnikowych różni też wreszcie waga, zwykle skromnie przekraczająca 20 kg. Najbardziej obciążająca jest oczywiście bateria, wmontowana w bagażnik, przymocowana pod siodłem lub do ramy. I wymagająca regularnego ładowania. Żeby naładowała się w pełni, bateria potrzebuje trzech godzin – i na ogół zużywa się dopiero, gdy naładujemy ją około tysiąca razy.

Rozwiązaniem pośrednim między rowerem klasycznym a elektrycznym jest rower hybrydowy. Mechanizm działania jest podobny – hybrydy są wyposażone w napęd elektryczny, ale działający na zasadzie power on demand. Czyli w każdej chwili, jeśli sobie tego zażyczymy, możemy pedałować bez wspomagania.
„Puryści rowerowi czasem nie uznają rowerów elektrycznych, bo sądzą, że to jakaś forma oszustwa” – pisze w felietonie dla „Guardiana” Rebecca Dargie. Nie dość, że oszustwa, to jeszcze lenistwa – dodają niektórzy. „Ale porównywanie e-rowerów do zwykłych rowerów mija się z celem” – uściśla publicystka brytyjskiego dziennika. Bo rowery elektryczne to przecież jeszcze jedna forma przemieszczania, w dodatku przyjazna dla środowiska i dla zdrowia.

Rowery wyposażone w silniki elektryczne przydają się zwłaszcza na dłuższych, forsownych, bardziej wymagających trasach. Specjaliści podnoszą jeszcze jeden argument na ich rzecz – otóż pomagają wyrównywać szanse na drodze. Podróżując z najbliższymi, możemy dostroić prędkości, nie bacząc na różnice w przygotowaniu do jazdy, wydolności czy wytrzymałości fizycznej wszystkich uczestników naszych wycieczek. Bo koniec końców ideą rowerowych wojaży – tradycyjnych, nowoczesnych i mieszanych – nie jest samo szusowanie, a już na pewno nie jazda na czas. Najważniejsze okazuje się to, że z roweru można czasem zsiąść. Żeby ponapawać się tym, co dookoła.

 

ALICJA STALIŃSKA
Polityka 16/2017



Komentarze

Zostaw swój komentarz